Powoli zapominam po co tu przyjechałem.
Task cancelled. Grupa pilotów pojechała jednak na górę. Posiedzieli godzinę i zjechali. Wiatr E 45kmh. Niebo na północy straszy deszczem, południe wygląda przyzwoicie.
Wstawiam piwo do lodówki.
niedziela, 15 lutego 2009
Ciągle niedziela...
Poziom blazy sięga apogeum. Nic się nie dzieje. Czekamy. Przynajmniej nie pada i jest malutka szansunia, ze polatamy trochę po południu. Mieszkańcy oddają się niedzielnym zajęciom - koszenie trawy, siedzenie na ławce i spoglądanie w dal, jazda samochodem z jednego końca miasta na drugi (piechotą byłoby za szybko)... i takie tam rózne ciekawe aktywności.
Poszliśmy więc z Fiemskim na spacerek wzdłóz rzeki pooglądać przyrodę:
juz mieliśmy wspiąć się na stary most gdy nagle...
później znalazłem fajną furkę za $500:
a tu o, proszę, znudzony Robert:
...i niedoszły cyrkowiec z teamu USA:
i tak właśnie mija nam ta niedziela
sobota, 14 lutego 2009
Niedziela - drugi dzień zawodów
Dzień techniczny. Najpierw przestało padać. Później trzeba było pozmywać wszystkie talerze w okolicy po wczorajszej imprezie Kacpra. Następnie z nienacka rozleciało się łózko piętrowe ale udalo sie sklecić.
Na zdjęciu Sumo, który przepędził Przemka zza maszyny grillujacej i sam zabrał się za przewracanie kotletów:

I mali, który mimo 19 godziny deszczu jest w dalszym ciągu we wspaniałym nastroju:

W tej chwili rusza w górę cała wilgoć więc niebawem znowu sie zakituje. Jezeli polatamy to w drugiej czesci dnia. Jezeli... Jedziemy na briefing.
aktualizacja: task on hold - czyli, ze moze bedzie a moze nie będzie. Czekamy.
Na zdjęciu Sumo, który przepędził Przemka zza maszyny grillujacej i sam zabrał się za przewracanie kotletów:

I mali, który mimo 19 godziny deszczu jest w dalszym ciągu we wspaniałym nastroju:

W tej chwili rusza w górę cała wilgoć więc niebawem znowu sie zakituje. Jezeli polatamy to w drugiej czesci dnia. Jezeli... Jedziemy na briefing.
aktualizacja: task on hold - czyli, ze moze bedzie a moze nie będzie. Czekamy.
piątek, 13 lutego 2009
Pierwszy dzień zawodów - deszcz
Dzeszcz. Jest wszędzie.
Siedzimy właśnie w RSL i czekamy na pierwszy briefing. Nawet jeśli zrobi się pogoda - jakimś cudem - i tak nie wjedziemy na górę. Nie da się a poza tym zniszczylibyśmy drogę.
Jest też dobra informacja - Kacper zdobył II nagrodę w World Press Photo za serię zdjęć zapełniającej się ludźmi plaży we Władysławowie.
Można powiedzieć, że byłem świadkiem powstawania tego materiału. Spaliśmy na plaży gdy o 6.30 rano jakiś maniak zaczą hałasować napędem nad naszymi głowami. Juz wiem po co :-)
Gratulacje Kacper!
Siedzimy właśnie w RSL i czekamy na pierwszy briefing. Nawet jeśli zrobi się pogoda - jakimś cudem - i tak nie wjedziemy na górę. Nie da się a poza tym zniszczylibyśmy drogę.
Jest też dobra informacja - Kacper zdobył II nagrodę w World Press Photo za serię zdjęć zapełniającej się ludźmi plaży we Władysławowie.
Można powiedzieć, że byłem świadkiem powstawania tego materiału. Spaliśmy na plaży gdy o 6.30 rano jakiś maniak zaczą hałasować napędem nad naszymi głowami. Juz wiem po co :-)
Gratulacje Kacper!
I znowu zanosi się na deszcz
Po wczorajszej burzy przewala się front i z północy nasuwają się czarne chmurska. Robimy nic czyli siedzimy przy komuterach. Wszyscy bez wyjątków. Gdyby nie było laptopów i internetu ludzie nie wiedzieliby co ze sobą zrobić!W związku z tym, że nie ma nic do roboty (tzn. nie ma latania) wybraliśmy się obejrzeć winnicę Godfreya. W tym roku ma otrzymać własną etykietę bo do tej pory dostarczał tylko surowiec na wino po 12 dolców za 5l karton ;-). Teraz będzie ę i ą, degustacje itd...
Przy okazji odkryliśmy z Kacprem starą kanciapę pełną niespodzianek; stara wyciągarka, lodówki, silniki od samochodów, jakieś latadło w stylu da Vinci... było by na cały dzień szperania :-)
Przy okazji odkryliśmy z Kacprem starą kanciapę pełną niespodzianek; stara wyciągarka, lodówki, silniki od samochodów, jakieś latadło w stylu da Vinci... było by na cały dzień szperania :-)


czwartek, 12 lutego 2009
Jednak mega dzień
Widok kozy o poranku według aborygeńskich wierzeń może oznaczać tylko jedno - mega warun. Od rana ładna pogoda. Wieje SE, chwilami mocniej ale ciągle ok. Wszyscy odlatują w dal a ja cóż... na lądowisko. Druga próba i po kilku minutach jestem w kosmosie, tzn. nie tak znowu bardzo ale 2200 mam. Reszta już na 20-30km, gonię. Żre całkiem ładnie do momentu
gdy na końcu płaskowyżu okazuje się, ze właśnie zaczyna się kryzys. Mali
nadaje z ziemi, że padł na 20km. Fiemka walczy przy kamieniołomie.
gdy na końcu płaskowyżu okazuje się, ze właśnie zaczyna się kryzys. Mali
nadaje z ziemi, że padł na 20km. Fiemka walczy przy kamieniołomie.
Za niedługo ląduję na 32km obok jakiegoś parszywego złomowiska. I od tego momentu zaczyna się dla mnie film drogi. Ok. 13:30 zbiera mnie nasza zwózka, potem po kolei pozostałych.
Przy czym dwaj ostatni - Heniek i Paweł wylądują dopiero przed zachodem słońca 238 i 241km od startu co przełoży się na jakieś 600km w samochodzie. Wspaniale - padły życiówki. W tym moja - zwózkowa.
Narrabri. ok 22.00, lokalny pub. Drzwi zamknięte, można wejść jak się załomocze więc łomoczemy. W środku wszyscy dobrze wstawieni, czarny jamnik łazi bo barze. Sika do kufli zamiast piwa? Chcemy coś zjeść. Jeden z barmanów przynosi kartonzmrożonych na kość kurzych nóg i skrzydełek i do tego 2 tacki ze stekami na grill. Chce nam to wcisnąć za kompletną darmochę. W końcu bierzemy po piwie i jedziemy dalej.
Powrót we czterech na 3 osobowej kanapie z tyłu nie jest kwintesencją luksusu. Do tego jeszcze po drodze zabieramy Niemca... pięć osób miażdży się sennie z tyłu i ciągle 150km do domu.
W strugach deszczu o 0.40 dojeżdżamy do Manilli. Bilans: 11 godzin w aucie, godzina lotu, 2 życiówki, akcja w barze w Narrabri. Wystarczy jak na jeden dzień. I do tego jeszcze internet na farmie przestał działać.
Sprawdźcie jak wyglądał dzień oczami pozostałych - linki po porawej stronie.
środa, 11 lutego 2009
Zimna noc
Po zimnej nocy przywitało nas bezchmurne niebo. Wieje lekkie SE więc idealnie. Za 2h będziemy na górze i się zobaczy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)










