Po raz pierwszy odkąd tu jesteśmy możemy podziwiać gwieździste niebo. Żaba działa. Trzymajcie kciuki, żeby jutro żaba też działała
;-)
wtorek, 17 lutego 2009
Wtorek - chyba czwarty dzień zawodów
Całą noc lało. Wszystko mokre. Briefing przełozony na 12-tą. Moze po(z)latamy.
poniedziałek, 16 lutego 2009
Kolacja
Na kolacje mieliśmy pojechać na "chinola". Najlepszy "chinol" jest w RSL ale dziś był nieczynny. Jedziemy więc do Bowling Club - to samo.
Skończyliśmy u Toma w Royalu czekając ponad godzinę na jedzenie. Z nudów powstała niniejsza historia o tym jak bardzo rząd dba by naród nie rozpił się za bardzo (albo za szybko):


Skończyliśmy u Toma w Royalu czekając ponad godzinę na jedzenie. Z nudów powstała niniejsza historia o tym jak bardzo rząd dba by naród nie rozpił się za bardzo (albo za szybko):


Poniedziałek - CD...
Dzień nudny ale juz nie tak straszny jak poprzednie. Kazdy znlazł coś do roboty - zadne tam skomplikowane zajęcia... poszedem robić zdjęcia mrówkom. Wbrew pozorom wcale nie jest to łatwa sprawa.

Odkryliśmy z Kacprem ogród pełen niespodzianek. Pośród winorośli i figowców znajdują składziki Godfreya. Ma tam wszystko - skrzynki, rury do silnika, doniczki, maszyny rolnicze, gniazda os i wiele innych rzeczy, któe na pewno kiedyś do czegoś mogą się przydać. Mozna powiedzieć, ze składzik ten jest jak internet - jezeli czegoś tam nie ma to znaczy, ze nie istnieje.
Ale najwazniejsze są lodówki. Ma ich dziesiątki. Przerózne modele i typy - od malych turystycznych po wielkie dwukomorowce.




Wjechaliśmy na górę. Bardziej, zeby być w zgodzie z samymi sobą, ze jednak próbujemy. Potem zaczęło wiać i padać więc zjechaliśmy.

Jeden pan zdecydował się na podróz w dół na przyczepie. Musieliśmy mu powiecieć "you passed the test" żeby wlazł jednak do samochodu bo wyglądało to niebezpiecznie...
Później otworzyliśmy to piwo, które wcześniej schowałem do lodówki
Później otworzyliśmy to piwo, które wcześniej schowałem do lodówki
niedziela, 15 lutego 2009
Poniedziałek - trzeci dzień zawodów
Powoli zapominam po co tu przyjechałem.
Task cancelled. Grupa pilotów pojechała jednak na górę. Posiedzieli godzinę i zjechali. Wiatr E 45kmh. Niebo na północy straszy deszczem, południe wygląda przyzwoicie.
Wstawiam piwo do lodówki.
Task cancelled. Grupa pilotów pojechała jednak na górę. Posiedzieli godzinę i zjechali. Wiatr E 45kmh. Niebo na północy straszy deszczem, południe wygląda przyzwoicie.
Wstawiam piwo do lodówki.
Ciągle niedziela...
Poziom blazy sięga apogeum. Nic się nie dzieje. Czekamy. Przynajmniej nie pada i jest malutka szansunia, ze polatamy trochę po południu. Mieszkańcy oddają się niedzielnym zajęciom - koszenie trawy, siedzenie na ławce i spoglądanie w dal, jazda samochodem z jednego końca miasta na drugi (piechotą byłoby za szybko)... i takie tam rózne ciekawe aktywności.
Poszliśmy więc z Fiemskim na spacerek wzdłóz rzeki pooglądać przyrodę:
juz mieliśmy wspiąć się na stary most gdy nagle...
później znalazłem fajną furkę za $500:
a tu o, proszę, znudzony Robert:
...i niedoszły cyrkowiec z teamu USA:
i tak właśnie mija nam ta niedziela
Subskrybuj:
Posty (Atom)












